poniedziałek, 29 grudnia 2014

Oczami Camili

-Ech, mam już dość jego związku..-zwierzałam się mojej ukochanej psinie o imieniu Alex. -Cały czas poświęca jej i jej i jeszcze raz jej. Rozumiem że ją kocha, ale obiecał, że zadzwoni jutro i powie kiedy mam po niego przyjechać. A tu co? Dostaję SMS-a <Jestem już w domu, wszystko jest dobrze, zadzwonię wieczorem> A czy zadzwonił? Nie. A obiecał! Obiecał wspólny weekend, tylko my, nasze narty, i mały domek w górach. Wiesz co, Alex? Sama zadzwonię i wszystko mu wygarnę!
-Hau! -zaszczekał w odpowiedzi Alex co uznałam za mocne ,,TAK!,,

-Odbierz,no odbierz -krzyczę sobie w myślach

-Halo? Cami? Cześć, co słychać? -usłyszałam roześmiany głos brata. Ale mi do śmiechu nie było. Oj nie...

-Co słychać? Znowu mnie okłamałeś! Znowu obiecałeś coś czego nie ma i nie będzie!
-Co? Siostruś? O co chodzi!
-To nie rozmowa na telefon.. Albo w sumie.. Jesteś największym kłamcą jakiego poznałam! Miałeś zadzwonić żebym Cię odebrała - nie, zrobiła to Eliza. Miałeś zadzwonić wczoraj wieczorem - nie, bo pewnie znowu byłeś zajęty! Wiesz co? Dziękuje za zaproszenie na wigilię, ale mnie nie będzie.Nie chcę widzieć Ciebie ani twoich przyjaciółek! Chętnie bym pogadała z Marinusem ale.. No pewnie będzie mi mówił o Tobie. Chciałam ci wyznać, że mam raka. Ale nie znalazłeś czasu. I już go nie znajdziesz ponieważ nie chcę podejmować leczenia. Chcę umrzeć. Cześć. Pamiętaj że kiedyś bardzo Cię kochałam.
-Camila! Camila! Proszę nie rozłączaj się!
-To koniec Andreas. Przykro mi, ale zraniłeś mnie.
<bip,bip,bip> 

Chłopak był w szoku. Faktycznie miał zadzwonić, ale był na badaniach, a później zapomniał... Wybrał numer siostry i próbował się z nią skontaktować. Trzy sygnały, cztery, pięć i nic. Rozłączył się i spróbował ponownie.Tym razem odebrała.
-Camila do cholery co powiedziałaś? - powiedział prawie krzycząc.
-To co słyszałeś. - Dało się słyszeć, że płacze.
-Ale jak to? Przecież to niemożliwe.
-Życie bywa zaskakujące. Wybacz ale nie mam ochoty rozmawiać.
-Poczekaj. Gdzie teraz jesteś?
-Pakuję się i wracam do domu. 
-Czyli jeszcze jesteś w hotelu?
-Będę do wieczora.
-Za pół godziny będę, ok?
-A Eliza cię puści? - powiedziała kpiąc z dziewczyny.
-Przestań. Jestem dorosły.
-Nie potrzebuje twojej wizyty. Rób co chcesz, Narazie.
Kilkanaście minut później usłyszała pukanie do drzwi. Wiedziała że to brat. Dotarła zapłakane oczy owinęła ramiona sweterkiem i poszła otworzyć
-Cami.. Proszę Cię, powiedz że to był żart, nie chce Cię stracić. -znowu łzy. Tym razem w oczach obojga. Andreas podszedł i przytulił ją. Przez chwilę naprawdę czuła że mu wybaczy, ale potem przyszła myśl że gdy ona wieczorem płakała on bawił się z Elizą. Odepchnęła Go i krzyknęła :
-Zostaw mnie. Masz mnie w dupie odkąd ją poznałeś. Dlatego serdecznie dziękuje za tą pięknie udawaną troskę i wyjdź!
-Przecież Ja nie udaję! Wiesz jaki jestem.
-Andreas, proszę wyjdź. - popatrzał jej z żalem w oczy, chciał z nich coś wyczytać ale widział sam smutek, wyszedł na klatkę a drzwi gładko się zamknęły. 










~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje Ania za pomoc z rozdziałem :D Pisać będę częściej obiecuje :3 /~ Madzia ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz