wtorek, 30 grudnia 2014

Spotkanie

Camila obudziła się zlana potem. Zerknęła na budzik. Wskazywał 04:18. Powoli wstała i poszła do kuchni by zaparzyć wodę na ulubioną herbatę malinową. Nadal trudno było jej uwierzyć że ma raka. A jeszcze gorzej było jej z tym jak potraktowała potraktowała brata. Dzwonił do niej często i równie często Camila nie odbierała. Nie była gotowa na rozmowę z nim ponieważ dowiedziała się od Marinusa co się dzieje miedzy nim a Elizą. Postanowiła jednak do niego zadzwonić by oznajmić mu coś ważnego.

-Andreas? Obudziłam Cię?

-Nie, i tak nie śpię. Nawet nie wiesz jak się cieszę że dzwonisz.
-Taaa. Chcę ci tylko powiedzieć że podejmę leczenie. 
-Wiedziałem że nie zrobiłabyś tego mnie i mamie.
-Ta. Mimo wszystko uznałam że powinieneś wiedzieć. A teraz wybacz ale nie chcę dłużej rozmawiać, bo znowu zaczniesz mi wciskać jakieś kity o twojej miłości do mnie.
-Proszę Cię, odpuść mi już. Kocham Cię i wiesz o tym
-Może wiem, może nie. Narazie.
<bip bip bip>

Camila *

Chyba powinnam się z nim pogodzić. Czuję że jest mi to potrzebne. Bo istnieje ryzyko że nie przeżyję mojej operacji.Ale czy zasłużył? Muszę się z tym przespać.

Dziewczyna wypiła herbatę,położyła się i momentalnie zasnęła. A śniło jej się to, czego najbardziej się obawiała.


Sen*

...wychodzę na jakąś tajemniczą ciemną polanę i idę , idę coraz szybciej i szybciej aż w końcu biegnę. Cały czas słyszę za sobą głos. Jakiś znajomy głos woła : Camila,Proszę!
Camila,Błagam!. Lecz gdy się obracam, nikogo tam nie ma... Jakby wołał do mnie z nieba.
Zaraz zaraz.. Widzę nikłe białe światełko na końcu polanki... : Idź Tam! Idź Tam! Znowu ten głos.. Posłuchałam Go, i pędem pobiegłam do światełka. Gdy przez nie przebiegłam poczułam ogromny ból w głowie. Domyśliłam się że to mój guz. Nagle świat zaczął mi się rozmazywać. Widziałam światła, jacyś ludzie wieźli mnie na wózku, krzyczeli jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa, po wyglądzie korytarza i masek na twarzach ludzi zrozumiałam że jestem w szpitalu, zrozumiałam że umieram! Chwilę potem do wózka podbiegł jakiś chłopak, krzyczał znowu te słowa : Camila,Proszę! Camila,Błagam!
-Andreas -zdołałam wyszeptać zanim odpłynęłam.

-Andreas! -obudziłam się z głośnym krzykiem. Nie czułam się najlepiej ale bałam się znowu zasnąć. Zerknęłam znowu na zegar. Dochodziła 9. 

-ding! ding! - usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Kto tam? 
-Marinus i kolega 
-A ten kolega nazywa się? 
-Maciek 
-Ten Maciek? Ten Kot?
-Tak to ja-usłyszałam bardzo miły i ciepły głos. Otworzyłam drzwi.
-Cześć Cami -objął mnie przyjacielsko Kraus.
-Hej Marinus - uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Cześć, jestem Maciek -wyciągnął do mnie dłoń
-Camila - z uśmiechem odwzajemniłam uścisk -Co was sprowadza? Andreas?
-Też, ale nie całkiem. Myślałem że skoro przyjaźnimy się od lat to powiesz 
mi że masz raka! 
-Przepraszam, sądziłam że mój brat ci przekaże. Nie mam teraz głowy do niczego 
-Pamiętaj że następnym razem ci nie odpuszczę. Jakby czegoś potrzebowała to dzwoń.
<dryń,dryń,dryń> 
-Kurcze, to Tamara, przepraszam muszę odebrać - powiedział Marinus i wyszedł na chwilę na zewnątrz.
-Camila słuchaj.. Może nie masz teraz nastroju, ale może pójdziemy jutro wieczorem na spacer?- zapytał rozpromieniony, lecz niepewny skoczek 
-Wiesz, może i nie jest to zbyt przyjemny okres czasu w moim życiu, ale chętnie -odpowiedziałam i poczułam też że chyba lekko się rumienię.
-No to.. Wpadnę po ciebie o 18 co?
-Okej. Podeszłam i cmoknęłam go w policzek. Szepnęłam mu jeszcze ,,dziękuje,, do ucha i chwilę później wszedł Marinus. Gdy zobaczył nas blisko siebie uśmiechnął się do siebie, a ja podeszłam i szturchnęłam go ze śmiechem w bok.
-Dobra chodźcie na herbatę! - zawołałam i udaliśmy się na kanapę w salonie.
-Ej, rozmawiałaś o Elizie z Andreasem? - zapytał Marinus.
-Nie a czemu pytasz? Coś się stało?
-Uuuu
-No mów!
-Eliza zerwała zaręczyny z Andreasem.
-Co?! Jak to?
-Podobno tak się narąbał, że ją pobił. Kilka dni później na treningu Werner chciał z nią pogadać, to Andi ją przywiózł. Potem rzucił się na Schustera z oskarżeniami, że romansuje z Elizą. Zaczął ją szarpać i krzyczeć. Gdy to zobaczyliśmy z chłopakami to podbiegliśmy i odciągnęliśmy go od Elizy, bo nie wiem co by jej zrobił. Na Wernera ciągle się darł... Eliza kazała nam g puścić to go puściliśmy. Wtedy ona zdjęła pierścionek i wcisnęła Andreasowi w rękę. Wszyscy byli w takim szoku, że masakra...
-O nie...
-Co?-zapytał zdziwiony skoczek.
-To przeze mnie. - powiedziałam
-Nie mów tak.
-Przed tym jak się upił, był u mnie. Pokłóciłam się z nim. Powiedziałam mu, że mam raka, i że nie podejmę leczenia. Wydarłam się na niego, że jest kłamcą, że nie dotrzymuje obietnic... - poczułam jak lecą mi z oczu łzy -Przepraszam. - wybiegłam szybko z pokoju
-Camila! - zawołał Maciek - Poczekaj!
Skoczek poszedł za mną,chwycił mnie za rękę i mocno do siebie przytulił. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam się dla kogoś ważna.
-Już dobrze, nie płacz. - szepnął chłopak.
-Dziekuje. Spojrzałam w jego ciemne oczy, wpatrywał się we mnie czule i uważnie. Usmiechnęłam się i wtuliłam się jeszcze mocniej. Było mi tak dobrze..
Maciek zaczął głaskać mnie po włosach.Pozwoliłam mu na to.

*

Camila była ładną dziewczyną... Od pierwszej chwili ich spotkania podobała się Maćkowi. Miał on nadzieję, że może kiedyś da mu szansę. W końcu podjął już pierwszy krok - zaprosił ją na spacer.

Andreas nocował u Marinusa. Nie wiedział co się z nim dzieje. Dlaczego uderzył Elizę? Dlaczego myślał, że spotyka się ona z innymi facetami? "Dlaczego jestem taki głupi?" Te pytania dręczyły go całą noc. Rano poszedł do łazienki i wziął prysznic. Gdy skończył, stanął przed lustrem i wpatrywał się w swoje odbicie. Na szyi miał łańcuszek, który dała mu Eliza. "Proszę. I pamiętaj, że bez względu na wszystko zawsze będę cię kochała"- Takie słowa wypowiedziała Eliza dając Andiemu ten łańcuszek. Chłopak spojrzał jeszcze raz na swoje odbicie. Zobaczył, że po policzku spływają mu łzy. Wytarł je i poszedł się ubrać. Wziął telefon i napisał smsa do Elizy: "Miałem dziś dziwny sen. śniło mi się, że przez kilka lat cię nie widziałem, a gdy spotkałem cię na mieście to szłaś  z mężem i dwójką dzieci. Cały czas się uśmiechałaś. Wiem, że marzysz o dwójce dzieci i o mężu, który zawsze będzie cię kochał i nigdy cię nie opuści. Uświadomiłem sobie, że popełniłem ogromny błąd. Jesteś całym moim życiem. Nie chcę cię stracić. Możemy się spotkać? Proszę... PS. Kocham cię." Nie był pewny, czy Eliza mu odpisze, ale miał nadzieję, że tak. Po chwili otrzymał wiadomość: "Fajnie, że w końcu się ogarnąłeś, ale nie wiem czy jestem gotowa na spotkanie z tobą." Po przeczytaniu tych słów jeszcze więcej łez spłynęło po jego twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz