Następnego dnia rano Camila postanowiła, że pójdzie na spacer w swoje ulubione miejsce - nad jezioro. Ubrała bluzę, którą bardzo lubiła i dresowe spodnie. Zrobiła jeszcze szybki makijaż i wyszła. Idąc stwierdziła, że jej kochanej psinie Alex, przyda się jakiś towarzysz. Postanowiła, że jutro przejdzie się z suczką do schroniska i przyjrzy psom. Być może któryś przypadnie jej do gustu.
-Hej! Uważaj jak chodzisz!- krzyknął wychodzący z samochodu jakiś grubas -O mało cię nie przejechałem wariatko! Jesteś chora na mózg czy coś? - darł się człowiek
-Tak się składa że mam raka mózgu frajerze, więc możesz to zaliczyć! -krzyknęła nieco zdenerwowana dziewczyna.
-Takie kity wciskaj tatusiowi smarkulo! -zawołał jeszcze facet, wsiadł do auta i odjechał z piskiem opon. Camila nie wytrzymała. Upadła na kolana i zaczęła płakać. Ludzie podchodzili, patrzyli na nią ze współczuciem i odchodzili..
-Camila? - ktoś klepnął ją po ramieniu. Dziewczyna odwróciła głowę i zobaczyła trenera swojego brata, Wernera Schustera.
-Czy ty płaczesz?
-Nie, nie tylko coś mi wpadło do oka. - dziewczyna bezradnie próbowała wybrnąć z sytuacji.
-Obserwowałem Cię chwilę. Płakałaś.
-Ech... Ma pan rację, płakałam.
-Coś się dzieje?
-Przed chwilą jakiś facet prawie mnie potrącił i trochę na mnie nawrzeszczał. To tyle. -uśmiechnęłam się niepewnie.
-Idziesz na trening pokibicować bratu? Zawsze to lubiłaś więc może trochę Cię to rozweseli. -zapytał z uśmiechem Schuster.
-Hmm.. -dziewczyna nie była zdecydowana.. Postanowiła jednak pójść
-Dobrze, chodźmy -oznajmiła.
Na miejscu *
-Skoczkowie są jeszcze w siłowni. Jeśli możesz zanieś im sok. -poprosił Werner.
-Oczywiście.
-Dziękuje.
Dziewczyna udała się do osobistego "bufetu" skoczków, wzięła 3 soki oraz kilka szklanek i próbowała powoli zanieść to skoczkom.
-O Cześć Camila! Co tu robisz? - zapytał przechodzący obok Marinus.
-Przyszłam z trenerem na wasz trening. -powiedziała - Dawno mnie tu nie było, a chętnie bym porozmawiała z niektórymi. -mrugnęła okiem w jego stronę.
-OK! Daj pomogę ci.
-Dziękuje. To ja wezmę soki a ty tacę ze szklankami dobrze?
-Jasne, chodźmy
Gdy doszliśmy Marinus otworzył jedną ręką drzwi, przepuścił w nich Camilę, a zaraz potem wszedł niosąc szklanki. Postawił je na ławce w siłowni i zawołał dziewczynę, która zamyślona szła niepewnie za nim, szukając wzrokiem brata. Zobaczyła go siedzącego samotne na ławce. Był smutny. W dłoni trzymał komórkę. "Pewnie pisze do Elizy" pomyślała. Wzięła dwie szklanki, nalała soku i podeszła do brata.
-Hej. -powiedziała cicho stawiając szklanki na ławce.
-Camila? Camila! -krzyknął uradowany chłopak. Podszedł do niej, pocałował ją w czoło i przytulił.
Mimo, że początkowo dziewczyna się opierała to w końcu się rozluźniła i także wtuliła się w Andiego.
-Tęskniłem -wyznał.
-Ja też. Przepraszam za wszystko. To przeze mnie rozstałeś się z Elizą, jestem beznadziejna.
-To nie twoja wina! A właściwie skąd o tym wiesz?
-Marinus. -dziewczyna posłała mu znaczące spojrzenie. On mrugnął w ich stronę.
-Mogłem się domyślić. -uśmiechnął się słabo.
-Jest tylko dobrym przyjacielem. Jeszcze raz przepraszam. Kocham Cię wiesz?
-Ja Ciebie też Cami. I nie przepraszaj już. Nic się nie dzieje.- powiedział Andreas i przytulił ją mocno do siebie. Dziewczyna zerknęła na zegarek. Dochodziła godzina 17,,O nie! Mam dzisiaj spotkanie z Maćkiem!" więc szybko pocałowała brata w policzek, krzyknęła "Pa" reszcie i z uśmiechem pobiegła do domu.
środa, 31 grudnia 2014
wtorek, 30 grudnia 2014
Spotkanie
Camila obudziła się zlana potem. Zerknęła na budzik. Wskazywał 04:18. Powoli wstała i poszła do kuchni by zaparzyć wodę na ulubioną herbatę malinową. Nadal trudno było jej uwierzyć że ma raka. A jeszcze gorzej było jej z tym jak potraktowała potraktowała brata. Dzwonił do niej często i równie często Camila nie odbierała. Nie była gotowa na rozmowę z nim ponieważ dowiedziała się od Marinusa co się dzieje miedzy nim a Elizą. Postanowiła jednak do niego zadzwonić by oznajmić mu coś ważnego.
-Andreas? Obudziłam Cię?
-Nie, i tak nie śpię. Nawet nie wiesz jak się cieszę że dzwonisz.
-Taaa. Chcę ci tylko powiedzieć że podejmę leczenie.
-Wiedziałem że nie zrobiłabyś tego mnie i mamie.
-Ta. Mimo wszystko uznałam że powinieneś wiedzieć. A teraz wybacz ale nie chcę dłużej rozmawiać, bo znowu zaczniesz mi wciskać jakieś kity o twojej miłości do mnie.
-Proszę Cię, odpuść mi już. Kocham Cię i wiesz o tym
-Może wiem, może nie. Narazie.
<bip bip bip>
Camila *
Chyba powinnam się z nim pogodzić. Czuję że jest mi to potrzebne. Bo istnieje ryzyko że nie przeżyję mojej operacji.Ale czy zasłużył? Muszę się z tym przespać.
Dziewczyna wypiła herbatę,położyła się i momentalnie zasnęła. A śniło jej się to, czego najbardziej się obawiała.
Sen*
...wychodzę na jakąś tajemniczą ciemną polanę i idę , idę coraz szybciej i szybciej aż w końcu biegnę. Cały czas słyszę za sobą głos. Jakiś znajomy głos woła : Camila,Proszę!
Camila,Błagam!. Lecz gdy się obracam, nikogo tam nie ma... Jakby wołał do mnie z nieba.
Zaraz zaraz.. Widzę nikłe białe światełko na końcu polanki... : Idź Tam! Idź Tam! Znowu ten głos.. Posłuchałam Go, i pędem pobiegłam do światełka. Gdy przez nie przebiegłam poczułam ogromny ból w głowie. Domyśliłam się że to mój guz. Nagle świat zaczął mi się rozmazywać. Widziałam światła, jacyś ludzie wieźli mnie na wózku, krzyczeli jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa, po wyglądzie korytarza i masek na twarzach ludzi zrozumiałam że jestem w szpitalu, zrozumiałam że umieram! Chwilę potem do wózka podbiegł jakiś chłopak, krzyczał znowu te słowa : Camila,Proszę! Camila,Błagam!
-Andreas -zdołałam wyszeptać zanim odpłynęłam.
-Andreas! -obudziłam się z głośnym krzykiem. Nie czułam się najlepiej ale bałam się znowu zasnąć. Zerknęłam znowu na zegar. Dochodziła 9.
-ding! ding! - usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Kto tam?
-Marinus i kolega
-A ten kolega nazywa się?
-Maciek
-Ten Maciek? Ten Kot?
-Tak to ja-usłyszałam bardzo miły i ciepły głos. Otworzyłam drzwi.
-Cześć Cami -objął mnie przyjacielsko Kraus.
-Hej Marinus - uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Cześć, jestem Maciek -wyciągnął do mnie dłoń
-Camila - z uśmiechem odwzajemniłam uścisk -Co was sprowadza? Andreas?
-Też, ale nie całkiem. Myślałem że skoro przyjaźnimy się od lat to powiesz
mi że masz raka!
-Przepraszam, sądziłam że mój brat ci przekaże. Nie mam teraz głowy do niczego
-Pamiętaj że następnym razem ci nie odpuszczę. Jakby czegoś potrzebowała to dzwoń.
<dryń,dryń,dryń>
-Kurcze, to Tamara, przepraszam muszę odebrać - powiedział Marinus i wyszedł na chwilę na zewnątrz.
-Camila słuchaj.. Może nie masz teraz nastroju, ale może pójdziemy jutro wieczorem na spacer?- zapytał rozpromieniony, lecz niepewny skoczek
-Wiesz, może i nie jest to zbyt przyjemny okres czasu w moim życiu, ale chętnie -odpowiedziałam i poczułam też że chyba lekko się rumienię.
-No to.. Wpadnę po ciebie o 18 co?
-Okej. Podeszłam i cmoknęłam go w policzek. Szepnęłam mu jeszcze ,,dziękuje,, do ucha i chwilę później wszedł Marinus. Gdy zobaczył nas blisko siebie uśmiechnął się do siebie, a ja podeszłam i szturchnęłam go ze śmiechem w bok.
-Dobra chodźcie na herbatę! - zawołałam i udaliśmy się na kanapę w salonie.
-Ej, rozmawiałaś o Elizie z Andreasem? - zapytał Marinus.
-Nie a czemu pytasz? Coś się stało?
-Uuuu
-No mów!
-Eliza zerwała zaręczyny z Andreasem.
-Co?! Jak to?
-Podobno tak się narąbał, że ją pobił. Kilka dni później na treningu Werner chciał z nią pogadać, to Andi ją przywiózł. Potem rzucił się na Schustera z oskarżeniami, że romansuje z Elizą. Zaczął ją szarpać i krzyczeć. Gdy to zobaczyliśmy z chłopakami to podbiegliśmy i odciągnęliśmy go od Elizy, bo nie wiem co by jej zrobił. Na Wernera ciągle się darł... Eliza kazała nam g puścić to go puściliśmy. Wtedy ona zdjęła pierścionek i wcisnęła Andreasowi w rękę. Wszyscy byli w takim szoku, że masakra...
-O nie...
-Co?-zapytał zdziwiony skoczek.
-To przeze mnie. - powiedziałam
-Nie mów tak.
-Przed tym jak się upił, był u mnie. Pokłóciłam się z nim. Powiedziałam mu, że mam raka, i że nie podejmę leczenia. Wydarłam się na niego, że jest kłamcą, że nie dotrzymuje obietnic... - poczułam jak lecą mi z oczu łzy -Przepraszam. - wybiegłam szybko z pokoju
-Camila! - zawołał Maciek - Poczekaj!
Skoczek poszedł za mną,chwycił mnie za rękę i mocno do siebie przytulił. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam się dla kogoś ważna.
-Już dobrze, nie płacz. - szepnął chłopak.
-Dziekuje. Spojrzałam w jego ciemne oczy, wpatrywał się we mnie czule i uważnie. Usmiechnęłam się i wtuliłam się jeszcze mocniej. Było mi tak dobrze..
Maciek zaczął głaskać mnie po włosach.Pozwoliłam mu na to.
*
Camila była ładną dziewczyną... Od pierwszej chwili ich spotkania podobała się Maćkowi. Miał on nadzieję, że może kiedyś da mu szansę. W końcu podjął już pierwszy krok - zaprosił ją na spacer.
Andreas nocował u Marinusa. Nie wiedział co się z nim dzieje. Dlaczego uderzył Elizę? Dlaczego myślał, że spotyka się ona z innymi facetami? "Dlaczego jestem taki głupi?" Te pytania dręczyły go całą noc. Rano poszedł do łazienki i wziął prysznic. Gdy skończył, stanął przed lustrem i wpatrywał się w swoje odbicie. Na szyi miał łańcuszek, który dała mu Eliza. "Proszę. I pamiętaj, że bez względu na wszystko zawsze będę cię kochała"- Takie słowa wypowiedziała Eliza dając Andiemu ten łańcuszek. Chłopak spojrzał jeszcze raz na swoje odbicie. Zobaczył, że po policzku spływają mu łzy. Wytarł je i poszedł się ubrać. Wziął telefon i napisał smsa do Elizy: "Miałem dziś dziwny sen. śniło mi się, że przez kilka lat cię nie widziałem, a gdy spotkałem cię na mieście to szłaś z mężem i dwójką dzieci. Cały czas się uśmiechałaś. Wiem, że marzysz o dwójce dzieci i o mężu, który zawsze będzie cię kochał i nigdy cię nie opuści. Uświadomiłem sobie, że popełniłem ogromny błąd. Jesteś całym moim życiem. Nie chcę cię stracić. Możemy się spotkać? Proszę... PS. Kocham cię." Nie był pewny, czy Eliza mu odpisze, ale miał nadzieję, że tak. Po chwili otrzymał wiadomość: "Fajnie, że w końcu się ogarnąłeś, ale nie wiem czy jestem gotowa na spotkanie z tobą." Po przeczytaniu tych słów jeszcze więcej łez spłynęło po jego twarzy.
-Andreas? Obudziłam Cię?
-Nie, i tak nie śpię. Nawet nie wiesz jak się cieszę że dzwonisz.
-Taaa. Chcę ci tylko powiedzieć że podejmę leczenie.
-Wiedziałem że nie zrobiłabyś tego mnie i mamie.
-Ta. Mimo wszystko uznałam że powinieneś wiedzieć. A teraz wybacz ale nie chcę dłużej rozmawiać, bo znowu zaczniesz mi wciskać jakieś kity o twojej miłości do mnie.
-Proszę Cię, odpuść mi już. Kocham Cię i wiesz o tym
-Może wiem, może nie. Narazie.
<bip bip bip>
Camila *
Chyba powinnam się z nim pogodzić. Czuję że jest mi to potrzebne. Bo istnieje ryzyko że nie przeżyję mojej operacji.Ale czy zasłużył? Muszę się z tym przespać.
Dziewczyna wypiła herbatę,położyła się i momentalnie zasnęła. A śniło jej się to, czego najbardziej się obawiała.
Sen*
...wychodzę na jakąś tajemniczą ciemną polanę i idę , idę coraz szybciej i szybciej aż w końcu biegnę. Cały czas słyszę za sobą głos. Jakiś znajomy głos woła : Camila,Proszę!
Camila,Błagam!. Lecz gdy się obracam, nikogo tam nie ma... Jakby wołał do mnie z nieba.
Zaraz zaraz.. Widzę nikłe białe światełko na końcu polanki... : Idź Tam! Idź Tam! Znowu ten głos.. Posłuchałam Go, i pędem pobiegłam do światełka. Gdy przez nie przebiegłam poczułam ogromny ból w głowie. Domyśliłam się że to mój guz. Nagle świat zaczął mi się rozmazywać. Widziałam światła, jacyś ludzie wieźli mnie na wózku, krzyczeli jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa, po wyglądzie korytarza i masek na twarzach ludzi zrozumiałam że jestem w szpitalu, zrozumiałam że umieram! Chwilę potem do wózka podbiegł jakiś chłopak, krzyczał znowu te słowa : Camila,Proszę! Camila,Błagam!
-Andreas -zdołałam wyszeptać zanim odpłynęłam.
-Andreas! -obudziłam się z głośnym krzykiem. Nie czułam się najlepiej ale bałam się znowu zasnąć. Zerknęłam znowu na zegar. Dochodziła 9.
-ding! ding! - usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Kto tam?
-Marinus i kolega
-A ten kolega nazywa się?
-Maciek
-Ten Maciek? Ten Kot?
-Tak to ja-usłyszałam bardzo miły i ciepły głos. Otworzyłam drzwi.
-Cześć Cami -objął mnie przyjacielsko Kraus.
-Hej Marinus - uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Cześć, jestem Maciek -wyciągnął do mnie dłoń
-Camila - z uśmiechem odwzajemniłam uścisk -Co was sprowadza? Andreas?
-Też, ale nie całkiem. Myślałem że skoro przyjaźnimy się od lat to powiesz
mi że masz raka!
-Przepraszam, sądziłam że mój brat ci przekaże. Nie mam teraz głowy do niczego
-Pamiętaj że następnym razem ci nie odpuszczę. Jakby czegoś potrzebowała to dzwoń.
<dryń,dryń,dryń>
-Kurcze, to Tamara, przepraszam muszę odebrać - powiedział Marinus i wyszedł na chwilę na zewnątrz.
-Camila słuchaj.. Może nie masz teraz nastroju, ale może pójdziemy jutro wieczorem na spacer?- zapytał rozpromieniony, lecz niepewny skoczek
-Wiesz, może i nie jest to zbyt przyjemny okres czasu w moim życiu, ale chętnie -odpowiedziałam i poczułam też że chyba lekko się rumienię.
-No to.. Wpadnę po ciebie o 18 co?
-Okej. Podeszłam i cmoknęłam go w policzek. Szepnęłam mu jeszcze ,,dziękuje,, do ucha i chwilę później wszedł Marinus. Gdy zobaczył nas blisko siebie uśmiechnął się do siebie, a ja podeszłam i szturchnęłam go ze śmiechem w bok.
-Dobra chodźcie na herbatę! - zawołałam i udaliśmy się na kanapę w salonie.
-Ej, rozmawiałaś o Elizie z Andreasem? - zapytał Marinus.
-Nie a czemu pytasz? Coś się stało?
-Uuuu
-No mów!
-Eliza zerwała zaręczyny z Andreasem.
-Co?! Jak to?
-Podobno tak się narąbał, że ją pobił. Kilka dni później na treningu Werner chciał z nią pogadać, to Andi ją przywiózł. Potem rzucił się na Schustera z oskarżeniami, że romansuje z Elizą. Zaczął ją szarpać i krzyczeć. Gdy to zobaczyliśmy z chłopakami to podbiegliśmy i odciągnęliśmy go od Elizy, bo nie wiem co by jej zrobił. Na Wernera ciągle się darł... Eliza kazała nam g puścić to go puściliśmy. Wtedy ona zdjęła pierścionek i wcisnęła Andreasowi w rękę. Wszyscy byli w takim szoku, że masakra...
-O nie...
-Co?-zapytał zdziwiony skoczek.
-To przeze mnie. - powiedziałam
-Nie mów tak.
-Przed tym jak się upił, był u mnie. Pokłóciłam się z nim. Powiedziałam mu, że mam raka, i że nie podejmę leczenia. Wydarłam się na niego, że jest kłamcą, że nie dotrzymuje obietnic... - poczułam jak lecą mi z oczu łzy -Przepraszam. - wybiegłam szybko z pokoju
-Camila! - zawołał Maciek - Poczekaj!
Skoczek poszedł za mną,chwycił mnie za rękę i mocno do siebie przytulił. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam się dla kogoś ważna.
-Już dobrze, nie płacz. - szepnął chłopak.
-Dziekuje. Spojrzałam w jego ciemne oczy, wpatrywał się we mnie czule i uważnie. Usmiechnęłam się i wtuliłam się jeszcze mocniej. Było mi tak dobrze..
Maciek zaczął głaskać mnie po włosach.Pozwoliłam mu na to.
*
Camila była ładną dziewczyną... Od pierwszej chwili ich spotkania podobała się Maćkowi. Miał on nadzieję, że może kiedyś da mu szansę. W końcu podjął już pierwszy krok - zaprosił ją na spacer.
Andreas nocował u Marinusa. Nie wiedział co się z nim dzieje. Dlaczego uderzył Elizę? Dlaczego myślał, że spotyka się ona z innymi facetami? "Dlaczego jestem taki głupi?" Te pytania dręczyły go całą noc. Rano poszedł do łazienki i wziął prysznic. Gdy skończył, stanął przed lustrem i wpatrywał się w swoje odbicie. Na szyi miał łańcuszek, który dała mu Eliza. "Proszę. I pamiętaj, że bez względu na wszystko zawsze będę cię kochała"- Takie słowa wypowiedziała Eliza dając Andiemu ten łańcuszek. Chłopak spojrzał jeszcze raz na swoje odbicie. Zobaczył, że po policzku spływają mu łzy. Wytarł je i poszedł się ubrać. Wziął telefon i napisał smsa do Elizy: "Miałem dziś dziwny sen. śniło mi się, że przez kilka lat cię nie widziałem, a gdy spotkałem cię na mieście to szłaś z mężem i dwójką dzieci. Cały czas się uśmiechałaś. Wiem, że marzysz o dwójce dzieci i o mężu, który zawsze będzie cię kochał i nigdy cię nie opuści. Uświadomiłem sobie, że popełniłem ogromny błąd. Jesteś całym moim życiem. Nie chcę cię stracić. Możemy się spotkać? Proszę... PS. Kocham cię." Nie był pewny, czy Eliza mu odpisze, ale miał nadzieję, że tak. Po chwili otrzymał wiadomość: "Fajnie, że w końcu się ogarnąłeś, ale nie wiem czy jestem gotowa na spotkanie z tobą." Po przeczytaniu tych słów jeszcze więcej łez spłynęło po jego twarzy.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Złe skoki
W tym czasie nieświadoma niczego Eliza poszła do sklepu po prezent dla narzeczonego. Wybrała mu koszulkę z takim napisem:
Znalazła jeszcze jedną, która idealnie pasowałaby do Andiego. Ją też kupiła.
Miała nadzieję, że spodoba mu się prezent. Zadowolona z zakupu wróciła do domu. Poszła do kuchni i zaczęła przygotowywać potrawy.
-Jak ten czas szybko minął. Już jutro Wigilia.... - powiedziała do siebie Eliza i włączyła wodę na herbatę.
Andreas wyszedłszy z hotelu nie miał na nic siły. jego życie po części legło w gruzach. Poszedł do baru i postanowił się upić. Wypił jedno piwo, potem drugie i trzecie... Po jakimś czasie przestał liczyć. Późnym wieczorem przyszedł do mieszkania Elizy. Zobaczył ją w kuchni. Podszedł do niej od tyłu, przytulił się i złapał ją za rękę.
-Chodź do pokoju - powiedział.
-Piłeś?
-Oj może troszkę.
-Przecież ty alkoholu nie tykasz.
-Dziś wyjątkowo.
-A dlaczego mnie ciągniesz do pokoju?
-Nic nie mów.
Zaczął ją całować i zdjął jej koszulkę. Teraz już nie był romantyczny, a wręcz nachalny.
-Przestań! - wykrzyknęła. - Ała, to boli!
-Cicho.
-Przestań! Andreas!
Dziewczyna zaczęła płakać i szarpać się.
-Nie chcesz się mną kochać? Co, Już masz innego?
-Jeju co ty gadasz? - widać było że oboje się coraz bardziej denerwują.
W tym momencie chłopak popchnął ją i uderzył w twarz.
-Co cię napadło? - zapytała roztrzęsiona Eliza.
-Nie interesuj się. - ponownie ją uderzył. - Mam cię dość rozumiesz? Ciągle muszę znosić te twoje fochy.
Elizę zamurowało. Andreas zszedł z niej i wyszedł trzaskając drzwiami. Po chwili wrócił ze swoją torbą treningową. Otworzył szafkę, w której trzymał swoje rzeczy i zaczął je pakować.Gdy skończył wyszedł. Rzucił tylko jedno spojrzenie w stronę narzeczonej, które było przepełnione złością i nienawiścią.
Następnego dnia, Eliza obudziła się z dużym siniakiem pod okiem. "Wygląda na to, że święta spędzę samotnie, chyba że Andreas się ogarnie i wróci". Nie wrócił.... Sylwestra też spędziła sama.
3 stycznia
Trening na skoczni rozpoczął się dobrze. Dobre skoki oddali Wank, Marinus, Freund, Geiger. Jednak Andreas zawalił. Pierwszy skok i upadek przy lądowaniu. Drugi tak samo. Werner Schuster był zaniepokojony tymi wynikami i zawołał Andiego na rozmowę:
-Chłopie co się dzieje? - zapytał.
-Nie wiem - odburknął skoczek.
-Mogę o coś zapytać?
-O co?
-Czy ty nie rozstałeś się może z tą twoją, jak jej tam, Elizą?
-A dlaczego pana to interesuje?
-No bo jak się poznaliście to byłeś takie jakiś rozpromieniony, osiągałeś wspaniałe wyniki, dobrze skakałeś. A teraz?
-Ja już jej nie chcę znać. - powiedział Andreas, odwrócił się i odszedł.
-Jeśli mogę to chciałbym porozmawiać z Elizą. - krzyknął za nim Werner. Skoczek usłyszawszy to zawrócił i powiedział:
-To nic nie da.
-A jednak chciałbym przeprowadzić tę rozmowę.
Chłopak odwrócił się w stronę szatni, przebrał się i pojechał do Elizy. Zapukał. Otworzyły się drzwi i stanęła w nich zapłakana dziewczyna.
-Masz czas? - zapytał.
-Na co?
-Trener chce z tobą porozmawiać.
-To coś ważnego, bo nie mam czasu?
-Nie wiem. Uparł się i chce z tobą porozmawiać.
-Poczekaj, wezmę kurtkę.
Pojechali razem na skocznię. Przez całą drogę nie zamienili ze sobą ani słowa. Zaparkował. Andreas poszedł do szatni, a Eliza do Schustera.
-Dzień dobry. - powiedziała
-O witaj.
-Chciał pan ze mną rozmawiać?
-Tak, ale nie sądziłem, że Andreas po ciebie pojedzie. A wracając do rzeczy to chciałbym cię o coś zapytać, ale to trochę osobiste.
-Słucham.
-Czy ty z Andim pokłóciliście się? Jesteście jeszcze razem?
-A dlaczego pan pyta?
-Wiesz, jak tylko cię poznał, to osiągał bardzo dobre wyniki, skakał świetnie, a już od kilku treningów mu nie wychodzi. Jest jakiś rozkojarzony, smutny.
-To długa historia. - wyrzekła Eliza i opowiedziała trenerowi całą historię.
-Przykro mi. - powiedział Werner i objął ją ramieniem.
-Już znalazłaś sobie nowego?! - wykrzyknął Andreas podbiegając do dziewczyny. Odepchnął Schustera i złapał Elizę za ramię, szarpiąc ją. - Odpowiedz!
-Co ci odwaliło? - wykrzyknął Werner, który był zaskoczony jego zachowaniem.
-Nie wtrącaj się! Nie z Tobą rozmawiam!
Freund zauważył co się dzieje i podbiegł z innymi skoczkami do Andreasa i odciągnęli ich od dziewczyny.
-Puśćcie mnie! - wykrzyknął Andreas.
-Co ty wyprawiasz chłopie? - Neumayer był zaskoczony. Dotychczas cichy i uśmiechnięty skoczek teraz staje się tyranem bijącym swoją narzeczoną.
-Puśćcie go. - odpowiedziała ze spokojem Eliza, choć w sercu czuła strach.
Puścili go, a chłopak rzucił groźne spojrzenie w stronę kolegów.
-Niech się na mnie wyżyje, może będzie lepiej skakał!
Teraz Andreasa zaskoczyła wypowiedź narzeczonej. Stali chwilę bez słów. W końcu Eliza ciągle patrząc się w oczy chłopaka zdjęła pierścionek zaręczynowy i wcisnęła mu go w dłoń.
-Najwyraźniej mi już nie będzie potrzebny. - powiedziała i odeszła. Płakała całą drogę powrotną. Skoczkowie byli w wielkim szoku. Michael powiedział:
-Chodźmy, on musi ochłonąć. - I odeszli.
.....................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
Dziś trochę dziwnie, bo dwa rozdziały jednego dnia :D Ale mam nadzieję, że wam sie spodobało xD
Oczami Camili
-Ech, mam już dość jego związku..-zwierzałam się mojej ukochanej psinie o imieniu Alex. -Cały czas poświęca jej i jej i jeszcze raz jej. Rozumiem że ją kocha, ale obiecał, że zadzwoni jutro i powie kiedy mam po niego przyjechać. A tu co? Dostaję SMS-a <Jestem już w domu, wszystko jest dobrze, zadzwonię wieczorem> A czy zadzwonił? Nie. A obiecał! Obiecał wspólny weekend, tylko my, nasze narty, i mały domek w górach. Wiesz co, Alex? Sama zadzwonię i wszystko mu wygarnę!
-Hau! -zaszczekał w odpowiedzi Alex co uznałam za mocne ,,TAK!,,
-Odbierz,no odbierz -krzyczę sobie w myślach
-Halo? Cami? Cześć, co słychać? -usłyszałam roześmiany głos brata. Ale mi do śmiechu nie było. Oj nie...
-Co słychać? Znowu mnie okłamałeś! Znowu obiecałeś coś czego nie ma i nie będzie!
-Co? Siostruś? O co chodzi!
-To nie rozmowa na telefon.. Albo w sumie.. Jesteś największym kłamcą jakiego poznałam! Miałeś zadzwonić żebym Cię odebrała - nie, zrobiła to Eliza. Miałeś zadzwonić wczoraj wieczorem - nie, bo pewnie znowu byłeś zajęty! Wiesz co? Dziękuje za zaproszenie na wigilię, ale mnie nie będzie.Nie chcę widzieć Ciebie ani twoich przyjaciółek! Chętnie bym pogadała z Marinusem ale.. No pewnie będzie mi mówił o Tobie. Chciałam ci wyznać, że mam raka. Ale nie znalazłeś czasu. I już go nie znajdziesz ponieważ nie chcę podejmować leczenia. Chcę umrzeć. Cześć. Pamiętaj że kiedyś bardzo Cię kochałam.
-Camila! Camila! Proszę nie rozłączaj się!
-To koniec Andreas. Przykro mi, ale zraniłeś mnie.
<bip,bip,bip>
Chłopak był w szoku. Faktycznie miał zadzwonić, ale był na badaniach, a później zapomniał... Wybrał numer siostry i próbował się z nią skontaktować. Trzy sygnały, cztery, pięć i nic. Rozłączył się i spróbował ponownie.Tym razem odebrała.
-Camila do cholery co powiedziałaś? - powiedział prawie krzycząc.
-To co słyszałeś. - Dało się słyszeć, że płacze.
-Ale jak to? Przecież to niemożliwe.
-Życie bywa zaskakujące. Wybacz ale nie mam ochoty rozmawiać.
-Poczekaj. Gdzie teraz jesteś?
-Pakuję się i wracam do domu.
-Czyli jeszcze jesteś w hotelu?
-Będę do wieczora.
-Za pół godziny będę, ok?
-A Eliza cię puści? - powiedziała kpiąc z dziewczyny.
-Przestań. Jestem dorosły.
-Nie potrzebuje twojej wizyty. Rób co chcesz, Narazie.
Kilkanaście minut później usłyszała pukanie do drzwi. Wiedziała że to brat. Dotarła zapłakane oczy owinęła ramiona sweterkiem i poszła otworzyć
-Cami.. Proszę Cię, powiedz że to był żart, nie chce Cię stracić. -znowu łzy. Tym razem w oczach obojga. Andreas podszedł i przytulił ją. Przez chwilę naprawdę czuła że mu wybaczy, ale potem przyszła myśl że gdy ona wieczorem płakała on bawił się z Elizą. Odepchnęła Go i krzyknęła :
-Zostaw mnie. Masz mnie w dupie odkąd ją poznałeś. Dlatego serdecznie dziękuje za tą pięknie udawaną troskę i wyjdź!
-Przecież Ja nie udaję! Wiesz jaki jestem.
-Andreas, proszę wyjdź. - popatrzał jej z żalem w oczy, chciał z nich coś wyczytać ale widział sam smutek, wyszedł na klatkę a drzwi gładko się zamknęły.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje Ania za pomoc z rozdziałem :D Pisać będę częściej obiecuje :3 /~ Madzia ^^
-Hau! -zaszczekał w odpowiedzi Alex co uznałam za mocne ,,TAK!,,
-Odbierz,no odbierz -krzyczę sobie w myślach
-Halo? Cami? Cześć, co słychać? -usłyszałam roześmiany głos brata. Ale mi do śmiechu nie było. Oj nie...
-Co słychać? Znowu mnie okłamałeś! Znowu obiecałeś coś czego nie ma i nie będzie!
-Co? Siostruś? O co chodzi!
-To nie rozmowa na telefon.. Albo w sumie.. Jesteś największym kłamcą jakiego poznałam! Miałeś zadzwonić żebym Cię odebrała - nie, zrobiła to Eliza. Miałeś zadzwonić wczoraj wieczorem - nie, bo pewnie znowu byłeś zajęty! Wiesz co? Dziękuje za zaproszenie na wigilię, ale mnie nie będzie.Nie chcę widzieć Ciebie ani twoich przyjaciółek! Chętnie bym pogadała z Marinusem ale.. No pewnie będzie mi mówił o Tobie. Chciałam ci wyznać, że mam raka. Ale nie znalazłeś czasu. I już go nie znajdziesz ponieważ nie chcę podejmować leczenia. Chcę umrzeć. Cześć. Pamiętaj że kiedyś bardzo Cię kochałam.
-Camila! Camila! Proszę nie rozłączaj się!
-To koniec Andreas. Przykro mi, ale zraniłeś mnie.
<bip,bip,bip>
Chłopak był w szoku. Faktycznie miał zadzwonić, ale był na badaniach, a później zapomniał... Wybrał numer siostry i próbował się z nią skontaktować. Trzy sygnały, cztery, pięć i nic. Rozłączył się i spróbował ponownie.Tym razem odebrała.
-Camila do cholery co powiedziałaś? - powiedział prawie krzycząc.
-To co słyszałeś. - Dało się słyszeć, że płacze.
-Ale jak to? Przecież to niemożliwe.
-Życie bywa zaskakujące. Wybacz ale nie mam ochoty rozmawiać.
-Poczekaj. Gdzie teraz jesteś?
-Pakuję się i wracam do domu.
-Czyli jeszcze jesteś w hotelu?
-Będę do wieczora.
-Za pół godziny będę, ok?
-A Eliza cię puści? - powiedziała kpiąc z dziewczyny.
-Przestań. Jestem dorosły.
-Nie potrzebuje twojej wizyty. Rób co chcesz, Narazie.
Kilkanaście minut później usłyszała pukanie do drzwi. Wiedziała że to brat. Dotarła zapłakane oczy owinęła ramiona sweterkiem i poszła otworzyć
-Cami.. Proszę Cię, powiedz że to był żart, nie chce Cię stracić. -znowu łzy. Tym razem w oczach obojga. Andreas podszedł i przytulił ją. Przez chwilę naprawdę czuła że mu wybaczy, ale potem przyszła myśl że gdy ona wieczorem płakała on bawił się z Elizą. Odepchnęła Go i krzyknęła :
-Zostaw mnie. Masz mnie w dupie odkąd ją poznałeś. Dlatego serdecznie dziękuje za tą pięknie udawaną troskę i wyjdź!
-Przecież Ja nie udaję! Wiesz jaki jestem.
-Andreas, proszę wyjdź. - popatrzał jej z żalem w oczy, chciał z nich coś wyczytać ale widział sam smutek, wyszedł na klatkę a drzwi gładko się zamknęły.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje Ania za pomoc z rozdziałem :D Pisać będę częściej obiecuje :3 /~ Madzia ^^
piątek, 26 grudnia 2014
Święta cz.1
Z racji tego, że za kilka dni święta Bożego Narodzenia, Eliza zdjęła ze strychu ozdoby świąteczne i zaczęła je przeglądać. Znalazła fajne rzeczy i od razu zabrała się za strojenie swojego mieszkania. Na schodach zawiesiła girlandy, na kominku powiesiła skarpety, w oknach witraże. Tamara pojechała do rodziców, Marinus także. Została sama. Był jeszcze Andreas, ale leżał w szpitalu z powodu złamania obojczyka na zawodach. Miała plany, żeby go dziś odwiedzić. Dwie godziny później gdy przystrojone były wszystkie pomieszczenia, Eliza usiadła na sofie w salonie i otworzyła laptopa. Wpisała w Google "tanie choinki na święta". Po chwili znalazła zdjęcia i adresy ludzi, którzy zajmowali się sprzedawaniem drzewek. Zapisała numery telefonów w notesie i odłożyła go na szafkę. Było po 14. Idealna pora, żeby wyjść z domu na zakupy. Przed wyjściem dała Filemonowi mleko. Dziewczyna wybrała się do dużego centrum handlowego. Szukała prezentów dla siostry i jej męża oraz dla Andiego. Siostrze wybrała piękne bransoletki i obudowę na telefon.
Jej mężowi kupiła spinki do mankietów. Miała problem co do wyboru prezentu dla Andreasa. Nie wiedziała co może mu się spodobać. postanowiła, że z kupnem jego podarunku jeszcze poczeka. Wracając do domu zrobiła zakupy żywnościowe. Gdy była już w domu, włączyła radio, rozpakowała zakupy (oczywiście prezenty schowała) i zaczęła sprzątać. Umyła okna, włączyła pralkę, wyprasowała uprane ubrania, pozmywała podłogi. Był tak zapracowana, że straciła poczucie czasu. Wyłączając odkurzacz padła na sofę wygrzebując telefon z kieszeni. Wybrała numer Klaudii i wcisnęła zieloną słuchawkę. po trzech sygnałach rozłączyła się. Przypomniała sobie, że przecież jej siostra do 32 grudnia jest we Francji. Spojrzała na zegarek. po 19. Pewnie już za późno na odwiedziny w szpitalu... Wiedząc, że i tak już minął czas odwiedzin, poszła do szpitala. Na miejscu była za dziesięć dwudziesta. poszła korytarzem do góry, później skręciła w prawo. Była już pod salą Andiego, lecz jego w niej nie było. Zapytała pielęgniarki gdzie może być. Jak się odwróciła, Andi wychodził z łazienki. Zobaczywszy swoją narzeczoną z uśmiechem na twarzy i jednocześnie z grymasem bólu w oczach podszedł do niej i przytulił ją. Eliza pocałowała go i weszli razem do sali.
-Jak się czujesz? - zapytała zatroskana.
-Mogło być lepiej, ale nie martw się - jeszcze nie umieram.
-Ufff.... nawet nie wiesz jak mi ulżyło - odpowiedziała uśmiechnięta.
-Co dziś porabiałaś?
-Sprzątałam, byłam na zakupach, na strychu.
-Na strychu?
-Tak.. Po ozdoby świąteczne.
-Przecież jeszcze sporo czasu.
-Sporo?
-No tak. Jeszcze....... O kurcze, święta za pięć dni.
-"Tak, jeszcze dużo czasu" - powiedziała przedrzeźniając chłopaka.
-Oj cicho - pocałował ją.
-To kiedy wychodzisz?
-Podobno jutro mam kontrolne badania i chyba po nich wyjdę.
-To dobrze, bo nudno tak samej w domu siedzieć.
-A gdzie reszta?
-Wyjechali do rodzin.
-Biedaku.
-Takie życie.
-Kocham cię wiesz?
-Wiem wiem. Ja ciebie też kocham wiesz?
-Wiem. A! Zapomniałbym ci powiedzieć, że masz pozdrowienia.
-Od kogo?
-Od chłopaków z Austrii i Polski. Dzwonili dziś z zawodów.
-Och dziękuję.
-I pytają czy przyszłabyś ze mną wigilię.
-Do nich?
-Tak. Co roku robimy taką - wszyscy skoczkowie i trenerzy.
-Ale ja nie jestem ani skoczkinią ani trenerką.
-Jak to nie? Jesteś moją trenerką osobistą. Bez ciebie nie miałbym motywacji do dalszej pracy.
Eliza się zarumieniła i jeszcze mocniej przytuliła się do Andiego. Porozmawiali jeszcze chwilę i dziewczyna wróciła do domu. Kładąc się spać nadal myślała nad tym co usłyszała od narzeczonego. Zastanawiała się czy iść z nim czy jednak zostać w domu.
Następnego dnia odebrała Andreasa ze szpitala. Potem zadzwoniła do ludzi od choinek i zamówiła sobie jedną z dostawą do domu. po południu mogła już ją ubierać. Sąsiad pomógł jej wnieść ją na górę i postawić w salonie. Dziewczyna podziękowała mu serdecznie i w zamian zaprosiła na kawę. Przy pomocy Andiego, ubrana choinka wyglądała pięknie. Eliza odwdzięczyła mu się pysznym ciastem.
.........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
Hejo ;D Mówiłam że będzie i jest xD mam nadzieję, że się podoba :D Mam jeszcze dwa tygodnie wolnego to może w tym czasie coś napiszę :D A tak poza tym - udały się święta? Co dostaliście? Podobają się prezenty? xD Jak tak to super ;* Pozdrawiam ;* Ania x)
Jej mężowi kupiła spinki do mankietów. Miała problem co do wyboru prezentu dla Andreasa. Nie wiedziała co może mu się spodobać. postanowiła, że z kupnem jego podarunku jeszcze poczeka. Wracając do domu zrobiła zakupy żywnościowe. Gdy była już w domu, włączyła radio, rozpakowała zakupy (oczywiście prezenty schowała) i zaczęła sprzątać. Umyła okna, włączyła pralkę, wyprasowała uprane ubrania, pozmywała podłogi. Był tak zapracowana, że straciła poczucie czasu. Wyłączając odkurzacz padła na sofę wygrzebując telefon z kieszeni. Wybrała numer Klaudii i wcisnęła zieloną słuchawkę. po trzech sygnałach rozłączyła się. Przypomniała sobie, że przecież jej siostra do 32 grudnia jest we Francji. Spojrzała na zegarek. po 19. Pewnie już za późno na odwiedziny w szpitalu... Wiedząc, że i tak już minął czas odwiedzin, poszła do szpitala. Na miejscu była za dziesięć dwudziesta. poszła korytarzem do góry, później skręciła w prawo. Była już pod salą Andiego, lecz jego w niej nie było. Zapytała pielęgniarki gdzie może być. Jak się odwróciła, Andi wychodził z łazienki. Zobaczywszy swoją narzeczoną z uśmiechem na twarzy i jednocześnie z grymasem bólu w oczach podszedł do niej i przytulił ją. Eliza pocałowała go i weszli razem do sali.
-Jak się czujesz? - zapytała zatroskana.
-Mogło być lepiej, ale nie martw się - jeszcze nie umieram.
-Ufff.... nawet nie wiesz jak mi ulżyło - odpowiedziała uśmiechnięta.
-Co dziś porabiałaś?
-Sprzątałam, byłam na zakupach, na strychu.
-Na strychu?
-Tak.. Po ozdoby świąteczne.
-Przecież jeszcze sporo czasu.
-Sporo?
-No tak. Jeszcze....... O kurcze, święta za pięć dni.
-"Tak, jeszcze dużo czasu" - powiedziała przedrzeźniając chłopaka.
-Oj cicho - pocałował ją.
-To kiedy wychodzisz?
-Podobno jutro mam kontrolne badania i chyba po nich wyjdę.
-To dobrze, bo nudno tak samej w domu siedzieć.
-A gdzie reszta?
-Wyjechali do rodzin.
-Biedaku.
-Takie życie.
-Kocham cię wiesz?
-Wiem wiem. Ja ciebie też kocham wiesz?
-Wiem. A! Zapomniałbym ci powiedzieć, że masz pozdrowienia.
-Od kogo?
-Od chłopaków z Austrii i Polski. Dzwonili dziś z zawodów.
-Och dziękuję.
-I pytają czy przyszłabyś ze mną wigilię.
-Do nich?
-Tak. Co roku robimy taką - wszyscy skoczkowie i trenerzy.
-Ale ja nie jestem ani skoczkinią ani trenerką.
-Jak to nie? Jesteś moją trenerką osobistą. Bez ciebie nie miałbym motywacji do dalszej pracy.
Eliza się zarumieniła i jeszcze mocniej przytuliła się do Andiego. Porozmawiali jeszcze chwilę i dziewczyna wróciła do domu. Kładąc się spać nadal myślała nad tym co usłyszała od narzeczonego. Zastanawiała się czy iść z nim czy jednak zostać w domu.
Następnego dnia odebrała Andreasa ze szpitala. Potem zadzwoniła do ludzi od choinek i zamówiła sobie jedną z dostawą do domu. po południu mogła już ją ubierać. Sąsiad pomógł jej wnieść ją na górę i postawić w salonie. Dziewczyna podziękowała mu serdecznie i w zamian zaprosiła na kawę. Przy pomocy Andiego, ubrana choinka wyglądała pięknie. Eliza odwdzięczyła mu się pysznym ciastem.
.........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
Hejo ;D Mówiłam że będzie i jest xD mam nadzieję, że się podoba :D Mam jeszcze dwa tygodnie wolnego to może w tym czasie coś napiszę :D A tak poza tym - udały się święta? Co dostaliście? Podobają się prezenty? xD Jak tak to super ;* Pozdrawiam ;* Ania x)
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Wstępne przygotowania do ślubu
Po południu Eliza zdecydowała się iść do pracy. W końcu i taj już w zupełności "wykorzystała" swoją przyjaciółkę. Andreas po tak długiej nieobecności ze smutkiem puścił narzeczoną ze swoich objęć. Dziewczyna jednak przekonała go, że nie będzie długo w siłowni, i że za kilka godzin znów się zobaczą. Około 15 wyszła z domu i udała się w stronę siłowni. Po drodze jednak czuła się nieswojo. Wydawało jej się, że ktoś ją obserwuje. Weszła do siłowni, zdjęła kurtkę i poszła zrobić sobie kawę. Nadal myślała o tym dziwnym uczuciu, które towarzyszyło jej w drodze tutaj. Gdy Tamara zobaczyła, że Eliza jest jakaś nieobecna, postanowiła z nią porozmawiać.
-Co ty taka smutna jesteś? Coś się stało?
-Albo mi się wydawało, albo ktoś mnie śledził.
-Niemożliwe. Pewnie ci się tylko wydaje. Może to przez te emocje związane z przyjazdem Andiego?
-Może i tak. Muszę ci coś powiedzieć. Tylko obiecaj, że nikomu nie powiesz. Nie chcę, żeby to wyszło na jaw, ok?
-No dobra. Mów bo nie mogę się doczekać.
-Andreas mi się oświadczył. - powiedziała Eliza rumieniąc się.
-Co ty gadasz? Serio? - nie dowierzała Tamara. - To cudownie. Kiedy? Dziś rano?
-Tak, dziś rano.
-Aaaa. I to pewnie dlatego nie chciałaś wyjść z pokoju?
-Nie tylko. Po prostu chciałam pobyć trochę sam na sam z Andim.
-Dobra, nie wnikam w szczegóły. - odpowiedziała uśmiechnięta. - Czy szefowa pozwoli mi na chwilkę wyjść? - zapytała z jeszcze większym uśmiechem.
-Jak musisz to spoko. Tylko nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samą i wracaj szybko, ok?
-Tak jest szefie.
Podczas nieobecności Tamary, dziewczyna otworzyła zabranego ze sobą laptopa i wystukała w Google "suknie ślubne". Niektóre zdjęcia zapisała sobie na pulpicie. Między innymi tych kilka:
-Co ty taka smutna jesteś? Coś się stało?
-Albo mi się wydawało, albo ktoś mnie śledził.
-Niemożliwe. Pewnie ci się tylko wydaje. Może to przez te emocje związane z przyjazdem Andiego?
-Może i tak. Muszę ci coś powiedzieć. Tylko obiecaj, że nikomu nie powiesz. Nie chcę, żeby to wyszło na jaw, ok?
-No dobra. Mów bo nie mogę się doczekać.
-Andreas mi się oświadczył. - powiedziała Eliza rumieniąc się.
-Co ty gadasz? Serio? - nie dowierzała Tamara. - To cudownie. Kiedy? Dziś rano?
-Tak, dziś rano.
-Aaaa. I to pewnie dlatego nie chciałaś wyjść z pokoju?
-Nie tylko. Po prostu chciałam pobyć trochę sam na sam z Andim.
-Dobra, nie wnikam w szczegóły. - odpowiedziała uśmiechnięta. - Czy szefowa pozwoli mi na chwilkę wyjść? - zapytała z jeszcze większym uśmiechem.
-Jak musisz to spoko. Tylko nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samą i wracaj szybko, ok?
-Tak jest szefie.
Podczas nieobecności Tamary, dziewczyna otworzyła zabranego ze sobą laptopa i wystukała w Google "suknie ślubne". Niektóre zdjęcia zapisała sobie na pulpicie. Między innymi tych kilka:
Kilka chwil później wróciła Tamara. Już od progu pomachała do przyjaciółki jakimiś kolorowymi pisemkami.
-Patrz. - powiedziała kładąc gazety na stoliku przed Elizą. - Przejrzałam tylko z wierzchu w sklepie, ale niektóre wydają się być całkiem ładne. Co myślisz?
-Suknie ślubne....
-No tak.
-Hmmm... nawet całkiem przyzwoite, ale jak dla mnie za bardzo ozdobione.
-No może troszkę.
-Ja pogrzebałam trochę w necie i znalazłam te. - pokazała przyjaciółce wybrane przez siebie suknie.
-Ta jest śliczna. - Tamara wskazała palcem na zdjęcie.
-Mi też się podoba. A co powiesz o tej?
-Powiem tyle, że ślicznie byś w niej wyglądała.
-Serio?
-Serio serio.
W tej chwili rozdzwonił się telefon przyszłej panny młodej. Ta wyjęła go z kieszeni swoich spodni i spojrzała na wyświetlacz. Dzwonił Andreas. Tamara już wiedziała po uśmiechu przyjaciółki, że coś się święci i odwzajemniła jej uśmiech.
środa, 10 grudnia 2014
Zaskakujące zdarzenie
Poszli schodami na górę do pokoju Elizy. Od razu po wejściu do środka, Andreas zaczął przytulać dziewczynę. Nie widzieli się tak dawno... Chwilę później pocałował ją, potem znów i znów.
-Mam coś dla ciebie. - powiedział chłopak sięgając do kieszeni. Wyjął z niej małe pudełeczko i wyciągnął na ręku w stronę Elizy - Proszę. - ale zanim zdążyła go dotknąć, spytał: - Elizo, czy zechciałabyś być moją żoną?
Dziewczyna była w takim szoku, że nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Ze wzruszenia łzy zaczęły napływać jej do oczu. Chłopak widząc to ponownie zapytał
- Czy zostaniesz moją żoną?
Tym razem otrzymał odpowiedź.
- Oczywiście. - wyrzekła.
Skoczek spodziewał się takiej odpowiedzi, ale nie był jej pewny. Teraz, gdy już oficjalnie potwierdziły się jego przeczucia, był mega szczęśliwy. Drżącą ręką wsunął na palec Elizy śliczny, srebrny pierścionek. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję i szczęśliwa w ramionach ukochanego, dochodziła do siebie. Marzyła o takich oświadczynach, ale nie sądziła, że będzie planowała ślub w tak młodym wieku.
Po kilku minutach Eliza napisała sms-a do Tamary:
-"Słuchaj miśka, ja dziś zostaję w domu, nie mam zamiaru nigdzie wychodzić, jak ktoś się będzie gdzieś o mnie pytał, to mnie nie ma :*"
Po chwili otrzymała odpowiedź:
-"To o której i do której mam być w siłowni? xd"
-"Do około 17. PS.Jesteś kochana :*"
-"Luzik".
Andreas był ciekawy z kim jego już narzeczona tak pisze.
- Z kim ty tak nawijasz?
- Organizuję sobie czas wolny. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Wolny ode mnie?
- Od pracy.
- Aaaa, jak tak to spoko. - uśmiechnął się chłopak.
- Załatwione. Teraz mamy czas tylko dla siebie.
- To co chciałabyś ze mną robić? - zapytał zadowolony.
- A co proponujesz?
- Hmmmm.... Może pokażę ci co chciałbym dostać?
- Coś ciekawego?
- Od ciebie zawsze są ciekawe prezenty.
- Na prawdę?
- Oczywiście.
Przez kilka godzin leżeli wtuleni na łóżku i rozmawiali. Opowiadali sobie różne historie ze swojego życia. Planowali jak mógłby wyglądać ich ślub...
.........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
Elo elo ;D Taki mam dla was rozdzialik ;D Podoba się? Ten taki króciutki, ale następny będzie dłuższy ;D Mam nadzieję ;) Jakiekolwiek zastrzeżenia jak macie to piszcie w komach :* Pozderki :* Ania
wtorek, 9 grudnia 2014
Szokująca wiadomość. Rodzeństwo - spotkanie po latach.
Nazajutrz,
około godziny 10 do domu wróciła Eliza. Miała rozczochrane włosy
i muśnięte pomadką usta. Gdy weszła do kuchni, zobaczyła Tamarę
siedzącą przy stole i popijającą kakao. Wydawało się, że miała
zapłakane oczy.
- Cześć
misia. - cmoknęła przyjaciółkę w policzek.
- Dobrze,
że jesteś. Camila wyszła na spacer a ja muszę ci coś powiedzieć.
- odpowiedziała Tamara.
- Co
się dzieje? - spytała zaniepokojona Eliza.
- Nie
wiem jak to się stało, ale chyba jestem w ciąży... - wydusiła
przez zaciśnięte gardło.
- Jej...
Mówiłaś Marinusowi?
- Nie
i chyba nie powiem.
-
Zgłupiałaś?
Przecież on musi się dowiedzieć.
- No
tak, ale... Boję się. Cholernie się boję jego reakcji.
- A
ja myślę, że przyjmie to z radością.
- A
jak nie?
- No
to dupa.
- Weź
sobie nie żartuj.
-
Przecież
ciążą to nie koniec świata. Zawsze chciałaś mieć dziecko.
Pamiętasz jak mi opowiadałaś?
- Może
i nie koniec świata, ale nie w tym wieku dziewczyno... Chyba pójdę
zadzwonić do Marinusa.
- Idź
idź. I nie martw się. Wszystko będzie dobrze. - powiedziała Eliza
i udała się do swojego pokoju. Chwilę później wróciła Camila i
przywitała się z Elizą.
-
Przepraszam,
że zajęłam twój pokój. Muszę przyznać, że masz niezły gust.
- Camila z uśmiechem spojrzała na Elizę.
-
Dziękuję.
W
tym momencie w kieszeni Elizy rozbrzmiał jej telefon. Gdy spojrzała
na wyświetlacz i był tam numer Andreasa, rozpromieniona dziewczyna
zerknęła na "nową" i otrzymała wzrokową zachętę do
odebrania.
- Halo?
Cześć.
- Cześć
kochana. Co tam u ciebie?
- U
mnie wszystko dobrze. Gorzej u Tamary.
- Coś
się stało?
- Jak
dzwoniła do Marinusa to jego się spytaj. Powinien ci powiedzieć.
- Właśnie
od godziny chodzi jakiś taki zadowolony, ale nie miałem czasu z nim
pogadać.
- A,
przyjechała twoja siostra. Chciałaby się z tobą zobaczyć.
- Ja
z nią też... Powiedz jej, że jutro przyjadę.
- A
treningi?
- Jeden
mogę chyba sobie odpuścić. Chociażby ze względów rodzinnych i
partnerskich. - Po tych słowach Eliza poczuła motylki w brzuchu.
- Mam
nadzieję, ze choć trochę tęsknisz. - powiedział chłopak i było
słychać, że się uśmiechnął.
- No
może troszkę. - dziewczyna próbowała opanować emocje i nie zalać
się rumieńcem.
-
Chciałbym
być teraz przy tobie, wtulić się w twoje miękkie i pachnące
włosy, pieścić cię ustami po szyi, dotykać twoich ramion,
pleców, brzucha, ust, tego słodkiego noska... Nawet nie wiesz jak
mi tego brakuje.
- Mi
też ciebie brakuje. Mam nadzieję, ze jutro trochę nadrobimy.
- Ją
też mam taką nadzieję.
-
Cholernie
tęsknię.
- Ja
jeszcze bardziej.
- Kocham
cię wariacie. Wracaj jak najszybciej.
- Ja
ciebie bardziej. I postaram się szybko do ciebie dotrzeć.
-
Czekam.
- A
teraz wybacz ale chciałbym się dowiedzieć o co chodzi z Tamarą i
idę pogadać z Marinusem. Trzymaj się skarbie. - wyrzekł to z taką
troską, że Eliza aż się wyruszyła.
- Kocham
cię. Pa
Gdy
Eliza wróciła do Camili i powiedziała jej, że Andreas wraca
jutro, ta bardzo się ucieszyła. Wieczorem Eliza nie mogła zasnąć.
Cały czas błądziła myślami wokół ukochanego. Nie widzieli się
tyle czasu... Czy on nadal kocha ją tak mocno? Odrzuciła od siebie
te przypuszczenia i przekręciła się na drugi bok.
Rankiem
Tamara po zrobieniu śniadania poszła do pokoju przyjaciółki z
listem w ręce. Położyła go na jej nocnej szafce i już miała
wychodzić, ale Eliza się obudziła.
- Która
godzina? - zapytała zaspana.
- Za
dziesięć siódma. Przyniosłam ci list.
-Tak
wcześnie był listonosz?
- Nie.
Wczoraj wieczorem na spacerze dał mi go prosząc, żebym ci
przekazała.
- Ok.
Dziękuję.
- Spoko.
Idziesz dziś do pracy?
- No
chyba muszę.
- Jak
będziesz potrzebowała pomocy to mów. Dziś siedzę w domu i jak
trzeba będzie to pomogę. A, i jak coś to Andreas przyjechał.
- I
ty mnie wcześniej nie obudziłaś? - Eliza zerwała się na równe
nogi i włożyła szlafrok.
- Ej,
spokojnie. Teraz gada z Camilą.
-Trudno.
Ja też chcę się z nim przywitać.
-
Poczekaj!
- Tamara zatrzasnęła przed nią drzwi. - Daj im chwilę.
-
Jejku.....
No dobra. - odpowiedziała wściekła.
- To
ja będę w kuchni jak coś.
- Ok.
Eliza
ledwo wytrzymywała, aż w końcu wyszła z pokoju i po cichu
przeszła do kuchni. Idąc przez korytarz spojrzała w stronę
pokoju, w którym był Andi i Camila. Słychać było stamtąd
śmiechy i rozmowy. Chciała tam wejść i przytulić się do
Andiego, ale z ledwością się powstrzymywała. Wchodząc do kuchni,
potknęła się o próg.
- Uhuhuh,
kochana. Widzę, że chyba trochę się za nim stęskniłaś. -
wydusiła Tamara przez śmiech.
- Weź
mnie nie dobijaj. Zrobisz mi kawę?
- Luzik.
A tak przy okazji, to o której przyjechał?
- Po
4 nad ranem. I od tamtej pory siedzi z Camilą.
- Lol.
- powiedziała otwierając gazetę i siadając na krześle tyłem do
drzwi. W tej samej chwili, po cichu do kuchni wszedł Andreas, objął
Elizę i wtulił się w nią. Ta odwróciła się i widząc twarz
ukochanego pocałowała go.
- Tak
bardzo cię kocham. - powiedział chłopak.
- Ja
ciebie też.
-
Pójdziemy
do twojego pokoju? Muszę ci coś powiedzieć.
- Dobrze,
chodźmy.
.............................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
Hejka
:* Przepraszam, że musieliście taaaaaaak bardzo długo czekać na
kolejny rozdział, ale szkoła, popsuty komp itp sytuacje sprawiły
takie opóźnienie. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się podobał
:D Już niedługo powinien pojawić się nowy xD Przypuszczam, że do
świąt mogą pojawić się jeszcze dwa/trzy, ale niczego nie
obiecuję. Zobaczymy jak wyjdzie. Pozdrowienia od autorów :* Ania
xD
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











