czwartek, 1 stycznia 2015

Łzy

Andreas zdziwił się, gdy do siłowni weszła Camila. Wprawdzie, gdy mieszkał jeszcze z rodzicami, to dość często chodziła z nim na treningi. Lubił spędzać z nią czas. Nadal lubi. Chyba.... Dawno nigdzie razem nie wychodzili. Może trzeba to zmienić? Na razie musi poukładać sobie sprawy z Elizą. Przecież nie może tego tak zostawić. napisała, że nie wie czy jest gotowa na spotkanie z nim. "Muszę ją przekonać do rozmowy. Teraz uświadomiłem sobie jakim jestem kretynem." - pomyślał Andreas i wyjął komórkę. Ponownie napisał smsa do Elizy. "Proszę, spotkaj się ze mną. Już nie mogę wytrzymać... Cholernie tęsknię. Dzisiaj znów mi się śniłaś. Tym razem był to zupełnie inny scenariusz... :( Porozmawiaj ze mną, błagam. Kocham cię." Chłopak czuł się fatalnie. Od kilku dni prawie nie spał, nic nie jadł,  źle skakał... 
-Chłopie, myślałem, że się ogarniesz. już miałem cię na liście do Bischofshofen. Chyba nic z tego nie wyjdzie. 
-Przepraszam... - wydusił z siebie Andreas i poszedł do szatni. Poszedł za nim Marinus. W końcu był jego przyjacielem i chciał pomóc skoczkowi.
-Zadam ci głupie pytanie jak na tą sytuację, ale wszystko ok? - zapytał Kraus.
-Nie. nic nie jest ok. Wszystko mi się sypie. Najpierw Camila, później Eliza, teraz konkurs, na który miałem szanse się załapać i nic z tego nie wyszło. Wszystko jest do dupy, rozumiesz? - powiedział załamany chłopak. Usiadł pod ścianą, podparł głowę rękoma i wydawało się, że cicho zapłakał. Marinus podszedł do niego i próbował go pocieszyć jak prawdziwy przyjaciel.
-Słuchaj, jeśli będziesz tu siedział, to na bank niczego nie uda się naprawić. jesteś moim kumplem i nie zostawię cię w takiej sytuacji. 
-Pomóż mi... ja już nie daję rady...
-Zrobię co w mojej mocy. 
Wtedy Andreas przytulił się do niego. Wiedział, że na Marinusa zawsze mógł i może liczyć. Spędzili ze sobą dużą ilość czasu i wiedzą najlepiej czego mogą się po sobie spodziewać. 
-Kontaktowałeś się z Elizą? - zapytał po jakimś czasie Kraus.
-Próbowałem... Nie odpisuje, nie odbiera telefonów...
Marinus wyjął swój telefon z torby i wybrał numer dziewczyny.
-Halo?
-Cześć Eliza. 
-Coś się stało, że dzwonisz? - spytała zdziwiona.
-A żebyś wiedziała.
-Andreas?
-Tak. 
-Nie mam ochoty go widzieć. Jeszcze nie teraz...
-To przynajmniej z nim porozmawiaj, proszę. Nawet nie wiesz w jakim on jest stanie. 
-A on się przejmował mną? Myślał nad tym co mi robi? - krzyknęła Eliza i poczuła łzy na swoim policzku.
-Masz rację, nie wiedział, ale daj mu szansę. Proszę. A jeśli szansa to za dużo to przynajmniej z nim pogadaj. 
-Nie wiem czy to ma sens. 
-Uwierz, że ma. -próbował ją przekonać. Nastała tak długa chwila ciszy, aż Marinus pomyślał, że dziewczyna się rozłączyła. - Jesteś? - zapytał.
-Yhy. Nie wiem co mam zrobić....
-Proszę..... Zrobisz to dla mnie? Albo nawet dla świętego spokoju.
-Dobra. Gdzie i kiedy? - wyrzekła zrezygnowana.
-Mogę po ciebie przyjechać.
-Mam lepszy pomysł. Przyjedźcie do mnie. 
-Za pół godziny?
-Ok. 
-Dziękuję. - powiedział skoczek.
-Podziękujesz jak to spotkanie przyniesie jakiś efekt.
-W to nie wątpię. - uśmiechnął się sam do siebie i rozłączył się.
Gdy tylko schował telefon do torby, spojrzał na Andreasa. Nadal siedział pod ścianą i płakał.
-Pakuj się. - powiedział. - Ja idę powiedzieć Wernerowi, że zwalniam się z treningu. Tobie i tak nic nie zrobi jak cię nie będzie.
-Co ty znowu kombinujesz? - zapytał cicho Andreas.
-Pakuj się. - powtórzył Marinus i poszedł pogadać z trenerem.
Andi miał nadzieję, że Eliza dała się przekonać na tą rozmowę. Niestety miał też pustkę w głowie. Nie wiedział co jej powie gdy się zobaczą. Co musi zrobić? W tym momencie do szatni wrócił Marinus.
-Gotowy? - zapytał
-Tak.
-To chodź.
Jechali dość krótko. Przed blokiem Elizy byli już dwadzieścia minut później. Marinus wysiadł. 
-Idziesz? - zapytał, gdy zobaczył, że Andreas nadal tkwi w samochodzie przypięty pasami. 
-Boję się. Nie wiem co mam mówić, jak się zachowywać...
-Dasz radę. Wierzę w ciebie. - Marinus uśmiechnął się do przyjaciela.
-Spoko.
Weszli na klatkę, pokonali pierwszy rządek schodów, potem następny. Gdy byli już przed drzwiami Elizy, Andreas spojrzał na przyjaciela, później na dzwonek i zdecydował się wcisnąć guzik. A przynajmniej wydawało mu się, że się zdecydował, bo tak naprawdę to Marinus zadzwonił do drzwi. One się otworzyły i stanęła w nich Eliza. Przywitał się z Marinusem i przepuściła go, żeby wszedł do środka. Wobec Andiego nie wiedziała jak ma się zachować. Oczywiście jego też wpuściła. 
-Kawy? Herbaty? Soku? - spytała
-Ja poproszę sok. - powiedział Marinus.
-Ja dziękuję. - odpowiedział Wellinger.
-Czyli też sok. - Eliza na tyle dobrze zdążyła poznać chłopaka, że wiedziała czego w tym momencie chce. podeszła do lodówki i wyjęła kartonik z sokiem pomarańczowym. Nalała do dwóch szklanek i podała skoczkom. 
-To ja może zostawię was samych. - Marinus poszedł do salonu i włączył telewizor. Eliza nie wiedziała o co ma zapytać, co ma zrobić. Chłopak był w identycznej sytuacji.
-Dzisiaj śniło mi się, że..... Że umarłaś.... Byliśmy już w podeszłym wieku, lecz od kilkudziesięciu lat się nie widzieliśmy, nie rozmawialiśmy.... O twojej śmierci dowiedziałem się od Camili, która się z tobą przyjaźniła, a ode mnie się odwróciła.... W tamtej chwili nie wiedziałem co mam zrobić. Czy przyjechać, czy nie..... Teraz też brakuje mi słów.... Nie wiem od czego mam zacząć.... Chcę ci powiedzieć, że jesteś dla mnie ważna.... Bardzo.... Za każdym razem, gdy cię nie ma obok mnie jest mi cholernie ciężko... Wiem, że zachowałem się jak świnia, kretyn, idiota.... Żałuję... Kilka dni temu, gdy patrzyłem na swoje odbicie w lustrze, przypomniało mi się, jak dawałaś mi ten łańcuszek. - Chłopak sięgnął za koszulkę i znalazł na swojej szyi połówkę serca. Drugą połówkę nosiła Eliza. Położył przepołowione serce na dłoni i spojrzał na nie. - Powiedziałaś wtedy, że pomimo wszystko, niezależnie od sytuacji zawsze będziesz mnie kochała. Wiem, że ostatnie wydarzenia były przegięciem z mojej strony i masz prawo zmienić zdanie, ale chcę się dowiedzieć, czy..... Czy nadal coś do mnie czujesz?
-Mówiąc tamto zdanie przy tym jak dawałam ci to, mówiłam poważnie. Ja też nadal noszę tą połówkę na sercu.  - powiedziała przez ściśnięte gardło. Dopiero w tej chwili spojrzeli na siebie. Do tej pory nie mieli odwagi tego zrobić.
-Nie wiem, może to bez sensu, może to..... Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz, bo nie chciałbym, żeby moje sny się sprawdziły, rozumiesz? Nie chcę.
-Ja też nie chcę. Znaczy, chciałbym mieć męża, dwójkę dzieci, ale chciałabym, żebyś to ty był moim mężem.
-Mówisz poważnie?
-Tak. Całkiem poważnie. 
W tym momencie Andreas sięgnął do wewnętrznej kieszeni bluzy i wyjął z niej pierścionek. Ten sam, który Eliza już miała na palcu. Wyciągnął go na dłoni w stronę dziewczyny. Nie zdążył nic powiedzieć, bo usłyszał z jej ust:
-Nie. Jeszcze nie jestem do końca przekonana. Przepraszam, ale jeszcze nie teraz. Nie chcę, żeby powtórzyła się sytuacja, że będę musiała ci go oddać.
-Rozumiem. - Andreas cofnął rękę. - Dziękuję, że ze mną porozmawiałaś. 
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i wstała z krzesła. 
-Mizernie wyglądasz. Jadłeś coś? - zapytała.
-Nie.
-Przygrzeję zupę.
-Nie trzeba. - odmówił.
-Trzeba. Żeby jechać na konkurs to trzeba jeść.
-Skąd wiesz o konkursie? - spytał zdziwiony.
-Rozmawiałam z Wernerem. Mówił, że masz szanse jechać, ale się nie starasz.
-Staram się.
-Widać. Za kilka minut będzie ciepła. Chodź do Marinusa, bo się sam zanudzi. - Skoczek zobaczył na jej twarzy szczery, śliczny uśmiech i poszedł za nią do salonu.



......................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
Hej hej helo :D Naszła mnie ochota na nowy rozdział. Powoli próbuję wyciągnąć Andreasa z kłopotów, jakich sobie narobił :D Może zmierza w dobrym kierunku, a może to tylko początek kłopotów? Niedługo sami się przekonacie ;* Poderki ;* Ania :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz