DZIEŃ ŚLUBU, 7:00
Ranny ptaszek - Marinus, obudził Tamarę już o 7:00. Dziewczyna była praktycznie nieprzytomna, ponieważ poprzedniej nocy długo rozmawiała z chłopakiem, który nocował w mieszkaniu nastolatek. Można powiedzieć, że skoczkowie spędzają więcej czasu z dziewczynami niż w swoim domu. Jednak nikomu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. W ciągu miesiąca bardzo zżyli się ze sobą. Para leżała jeszcze w łóżku jeszcze jakiś czas, aż z transu wyrwał ich głośny huk spadającego przedmiotu. Tamara niczym Struś Pędziwiatr wybiegła z pokoju, to samo zrobiła zaspana Eliza.
- Co się stało? - zapytała przecierając twarz dłonią.
- No nie wiem, ale nie zejdę na dół. - odpowiedziała przerażona czerwonowłosa. - Marinus, chodź tutaj. Proszę.
- Co się stało? Czemu nie pójdziecie zobaczyć co to? - zapytał stając obok brązowookiej Tamary.
- Tak. Bardzo śmieszne.
Eliza pobiegła po Andiego i chłopcy powoli zeszli na dół. Ostrożnie rozglądali się po pomieszczeniach. W końcu weszli do kuchni, gdzie było zimo i wiał wiatr. Na podłodze leżały kawałki szkła oraz zrzucona miska z płatkami śniadaniowymi. Nie wiedzieli co to
ma znaczyć ale zza szafki wyglądało coś kudłatego. Andi powoli podszedł i
zobaczył dwa malutkie kotki. Wyciągnął ich zza szafki i jednego wręczył
Tamarze, a drugiego Elizie.
- Jakie słodkie. - powiedziały zgodnie przyjaciółki.
- Ale jak one tu weszły? - zapytała zdziwiona Eliza.
- Przecież drzwi
były zamknięte.
- rozmawiały ze sobą, głaszcząc kocięta.
- Za to okno nie. Ktoś ich najwyraźniej podrzucił. - zauważył Marinus.
- Chyba są głodne. - oznajmiła Tamara idąc w stronę lodówki po mleko.
- Trzeba podgrzać - powiedział Andi.
- Serio? No co ty nie powiesz.
- Ale co my z nimi zrobimy? - zapytała Eliza. - Przecież nie weźmiemy ich
do Berlina na ślub.
- Racja. Może twoja sąsiadka zgodziłaby się nimi zająć te dwa dni?
- Pójdę spytać. A wy się już szykujcie, bo musimy wyjechać po 10.
- Ok, idź już. - uśmiechną się Marinus głaskając małego słodziaka za
uszkiem.
Kilka minut później, gdy kociaki były już nakarmione, do salonu weszła
Eliza.
- Sąsiadka z chęcią je popilnuje - powiedziała.
- To super. Więc może je już zaniosę, a Wy zobaczcie, czy macie
wszystko spakowane i jedziemy. - odpowiedział Andreas i zamknął za sobą
drzwi.
Chwilę później był z powrotem. Chłopcy pomogli znieść bagaże do
samochodu. Wyjechali przed 10 więc na miejscu też byli wcześnie.
Przywitała ich Klaudia i zaprosiła do domu. Wszyscy byli już w trakcie
przygotowań. Eliza i Tamara od razu zaczęły pomagać kelnerkom w
nakrywaniu stołów, robieniu fryzur (sobie nawzajem) i innych kobiecych
czynnościach. Natomiast Andi i Marinus dołączyli do mężczyzn. Było
trochę zamieszania (jak to przy ślubie bywa), ale na szczęście ze
wszystkim zdążyli na czas i ceremonia odbyła się bez żadnych
komplikacji. Klaudia i jej narzeczony wyglądali ślicznie. Eliza na mszy
się popłakała, zresztą większość obecnych była bardzo wzruszona. Rodzina pojechała do sali, gdzie odbyło się
składanie życzeń i wręczanie prezentów. Klaudia i Igor wraz z Marinusem pojechali w plener, w celu zrobienia zdjęć. Wrócili po około godzinie. W pomieszczeniu obok była zabawa i po posiłku można było iść się pobawić. Podczas tańca
Tamarze zdawało się, że przez korytarz przeszedł Karl. Co było możliwe, ponieważ chłopak chodził z panną młodą do liceum. Trochę się
zaniepokoiła, ale starała się o tym nie myśleć. Tańczyła razem z Marinusem, Klaudią, Igorem, Elizą, Andim i innymi gośćmi. W pewnym momencie wyszła do łazienki. Gdzie zobaczyła Karla Johansona. Chłopak do niej podszedł i zapytał:
- Masz minutę?
- Dla Ciebie? Nie.
- Proszę porozmawiajmy.
- O czym?
- O nas. Kochanie nie bądź na mnie zła. Wiesz, że z nią to tylko jednorazowo było.
- Czyli teraz zamiast "zrobiłem jej dziecko, ale kocham ciebie" mówi się "to było jednorazowo" ? - zapytała, udając że myśli.
- Dobra. Słuchaj! - złapał dziewczynę za ramiona i skierował jej wzrok na swoją twarz. - Chcę być miły i chcę do ciebie wrócić. Teraz ty idziesz do Krausa i mówisz mu, że kochasz mnie, a nie jego.
- Co ty robisz!? Karl! Zostaw ją! - na nieszczęście chłopaka, Wellinger wszedł do pomieszczenia. - Puść ją. - przeliterował.
- Nie twoja własność! - wykrzyczał puszczając dziewczynę.
- Twoją też nie jestem. Zostaw mnie i moich przyjaciół! - powiedziała.
- Jeszcze dokończymy tę rozmowę... - opuścił zabawę.
- Nie w tym życiu. - powiedziała zielonooka do siebie.
- Nic Ci nie jest?
- Nie. Wszystko w porządku. - uśmiechnęła się. - Tylko nie mów nic Marinusowi i Elizie. Mogę na ciebie liczyć? - skoczek kiwnął głową.
Przyjaciele wrócili na salę, gdzie nikt nie wiedział o zaistniałym incydencie. Dalsza część przyjęcia minęła w bardzo przyjemnej atmosferze. Zabawa skończyła się po 4
rano. Gdy dojechali do hotelu, żadne z
nich nie było w stanie nawet pościelić sobie łóżka. Obudzili się po 13. Eliza zatelefonowała do Klaudii i zapytała, czy mogą wpaść. Ona oczywiście się zgodziła i chwilę później
gościła u siebie siostrę z przyjaciółmi. Rozmawiali dość długo. Zjedli
razem kolację i pożegnali się, ponieważ rano czwórka przyjaciół musi
wracać do domu. Położyli się wcześnie spać. Kolejnego dnia byli wypoczęci i
ruszyli w drogę powrotną.
- Ciekawe co u kociaków. - powiedział Marinus.
- U pani Michaeli na pewno nie zginą. - odpowiedziała Eliza ze śmiechem.
- Mam nadzieję. - dodał Andreas, po czym wszyscy zaczęli się śmiać. Gdy tylko weszli do domu Elizy, Welli poszedł po kotki, kiedy wrócił zaczęli przeglądać zdjęcia ze ślubu.
- To jest ładne. - pocałował siedzącą obok niego Tamarę.
- No otwórz na cały ekran laptopa, a nie mi miniaturki pokazujesz - powiedziała wybuchając kolejny raz śmiechem.
- A to? - wskazał Andreas.
- Trzeba później zgrać to na płytę i zawieźć Klaudii i Igorowi. - dodała Eliza.
- Kurdę ja też chcę już wyjść za mąż! - powiedziała Tamara śmiejąc się.
- Mówisz serio? - zapytał Kraus.
- Serio, serio, serio.
- To co? Za tydzień ślub? - po słowach Elizy wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- A my kiedy wybierzemy się na wspólną sesję? - zapytał całkiem poważny już Marinus.
- Jutro, bo teraz chcę już spać! - odpowiedziała Tamara i wyszła na piętro do łazienki.
O 23 w całym domu panowała cisza. Wszyscy byli tak zmęczeni, że spali już od godziny. Kolejny dzień miał być bardzo pracowity, więc musieli być w pełni sił.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej ♥ mam nadzieję, że nie jesteście źli, że tak opóźniłam ten rozdział? :*


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz