-Nie wiem co Cię napadło. Od rana chodzisz jakby ci ktoś obiecał ciastko i go nie dał. Eliza co jest? Coś się stało? - Tamara martwiła się zachowaniem przyjaciółki. - Może najpierw gorąca czekolada? - Zaproponowała.
-Yyyyy... Co?
-I do tego mnie nie słuchasz! - Tamara próbowała przywrócić Elizę do porządku. - Ogarnij się!
-Przepraszam. Po prostu mam ciężki dzień, ok? - dziewczyna próbowała się wymigać.
-O 7? Serio?
-Tak. Daj mi spokój.
-O nie. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
-Ugh. - westchnęła i odsunęła z hukiem krzesło.
-Uspokój się, jesteś w pracy! Idę po czekoladę.
Tamara, pomimo tego, że Eliza nie chciała jej nic powiedzieć, nie chciała odpuścić. Po kilku minutach wróciła z dwoma kubkami gorącego napoju.
-Masz. I mów o co chodzi.
-Muszę?
-Nie, ale jestem Twoją przyjaciółką i chciałabym wiedzieć czemu tak dziwnie się zachowujesz.
-Andreas.
-Co Andreas?
-Tęsknię. Bardzo. - mówiąc to, Eliza miała nieobecny wyraz twarzy.
-Nie możesz zadzwonić?
-Oszalałaś, prawda? Niech sam zadzwoni. Ja nie mam zamiaru. Gdyby mu na mnie zależało, to już dawno by to zrobił.
-Jezu czemu taka jesteś?
-Jaka?
-Taka... zwykła. "Jakby mu zależało, to już dawno by to zrobił." A może on myśli tak samo o Tobie?
-Haha, na pewno. - powiedziała ironicznie Eliza.
-Daj telefon.
-Nie.
-Jesteś beznadziejna! - Tamara zaczęła się śmiać i rzuciła w przyjaciółkę jej bluzą. - I uwierz, że nie pójdziesz wcześniej do domu. Nie ma takiej opcji. Nie możesz mnie zostawić samej.
-Pójdę po świeże ręczniki.
Widać było, że ta rozmowa trochę pomogła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz