Perspektywa Camili*
-O czym tak myślisz? - zapytał mnie Maciek. Siedzieliśmy na kanapie w milczeniu wtuleni w siebie. Takie życie bez trosk, problemów i z ukochanym u boku bardzo by mi odpowiadało. Pytam codziennie samą siebie, dlaczego jest tak źle. Ale chyba tylko po to by się bardziej zdenerwować.
-Hej, żyjesz?! - głos Maćka przywrócił mnie na ziemię. Tylko czemu aż tak srogo?!
-Myślę o życiu.. Wiesz, coś w stylu ,,co by było gdyby..''
-Zadręczasz się tą chorobą. To nie koniec świata! Masz Mnie,Andreasa, rodziców, przyjaciół...
-Tyle że choroba sama się nie weźmie! Nie powie ,,Dobra już nie będę cię męczyć, Papa!'' Nie zrozumiesz tego, bo sam chory nie jesteś! A nawet gdybyś był to twoje kochane fanki, po tygodniu zbierania forsy miałaby tyle, że co najmniej milion by ci został! -wybuchłam. I chyba nieco za ostro.
-Co do pierwszego to masz rację, ale mimo tego, że nie wiem jak to jest staram się to zrozumieć! A co do drugiego zdania.. Jesteś zazdrosna - przymróżył oczy i spojrzał na mnie, a ja poczułam że się rumienię.
-Nie jestem! - odwróciłam się do niego plecami i skrzyżowałam ręce.
-Oj nie ładnie się odwracać w trakcie rozmowy.
Ten ton mi się podobał. Uśmiechnęłam się i odwróciłam. Zaraz rozszerzyły mi się źrenice. Stał tak blisko z wyciągniętymi rękami i domyśliłam się czego chce, odsunęłam się do ściany i zawołałam: ,,Nie łaskocz mnie!''. Zaśmiał się pod nosem i podszedł jeszcze bliżej. Poczułam ciepły oddech na szyi i zaraz potem Jego usta zaczęły delikatnie mnie całować. Przymknęłam oczy i jęknęłam cicho, a Maciek bardzo wolno jechał w górę, w stronę moich oczekujących warg. Nie wytrzymałam i sama go pocałowałam. Szybko i mocno wpiłam się w jego wargi. Zaraz oddał mi pocałunek, delikatny ale zmysłowy. Oderwaliśmy się w tym samym momencie lekko dysząc i uśmiechając się.
-I ty mi mówisz że nie jesteś zazdrosna?
-A ty byś o mnie nie był?
-Jestem od samego początku. - zapewnił i przytulił mnie mocno. Mój umysł nie dopuszczał w tej chwili do siebie niczego poza jego słowami.
-Zaraz będę musiał iść. - i znowu wyrwał mnie z zamyślenia. Czy on to robi specjalnie??
-Jasne, rozumiem.
Perspektywa Maćka *
Usłyszałem smutny ton jej głosu. Gdyby nie treningi to na pewno bym z nią został. Nie może być teraz sama.
-Przyjdę jutro rano do Ciebie, dobrze?
-Przyjdź! -krzyknęła i wtuliła się w moje ramię.Oparłem swoją głowę o jej włosy i zacząłem lekko je gładzić ,,Zostaniesz jeszcze chwilę?,, usłyszałem. Kiwnąłem głową, a gdy to poczuła, rozluźniła się.
-Dobra, dosyć tego mazgajenia się! Co będzie to będzie! - z radością odkryłem wesołość w jej głosie.
-No i tak właśnie masz myśleć! Zero smutków, ok!?
-Obiecuje, Panie Kot!
-Czy Pani ze mnie kpi Panno Wellinger?
-Ależ nie, skądże! - zachichotała.
-Muszę już iść Cami. Do jutra?
-Do jutra. Ale zadzwoń jak będziesz już w hotelu! Żebym się nie martwiła! - spojrzała na mnie oskarżycielsko. Pokiwałem głową.
-Uważaj na siebie. Dobranoc. - poczułem jej usta na moim policzku. Oddałem jej pocałunek i wyszedłem.
*
Maciek wychodząc z mieszkania natknął się na pewne białe BMW. Nieco się zdziwił widokiem czyjegoś uruchomionego auta przed podjazdem Camili ale zignorował to. Planował bowiem małą niespodziankę dla dziewczyny. Otóż niedawno udało mu się wygrać kwalifikacje. Dostał za to trochę pieniędzy i chciał za to sfinansować wycieczkę w góry z chlopakami. Wiedział, że dziewczyna nigdy by mu nie wybaczyła gdyby jej nie zabrał, ale czy miałby w ogóle odwagę zostawić ją tu samą? Nie, raczej nie. Szedł ciemną uliczką kierując się w stronę hotelu. Nagle usłyszał pisk opon. Odwrócił się. Jego oczom ukazało się pędzące, to samo białe BMW które widział kilka minut wcześniej. Pędziło na niego z ogromną prędkością. W ostatniej chwili wyminęło go i zniknęło za zakrętem. Pośpiesznie wyjął telefon i napisał SMS-a do Camili ,,Nikomu nie otwieraj drzwi. Zaraz będę. Wszystko wyjaśnię,, Kliknął ,,Wyślij,, i puścił się biegiem w kierunku domu Niemki.